Posted by: BC on: maj 22, 2009
Słynny menedżer Liverpoolu, Bill Shankly, powiedział kiedyś:
“Jeśli sądzicie, że piłka nożna jest sprawą życia i śmierci, to się mylicie. To jest coś znacznie poważniejszego”.
Na pozór śmieszne, czy też po prostu bezsensowne zdanie zupełnie zmienia swoje oblicze, gdy zagłębimy się w ten głęboki świat piłki. Wystarczy trochę uchylić drzwi do niego, by stwierdzić, że faktycznie jest w tym trochę racji. A im głębiej wejdziemy, tym więcej tej racji znajdziemy. Jestem wielkim fanem piłki nożnej, kocham piłkę, pełni ona w moim życiu ważną rolę. Niektórzy tego nie rozumieją i zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie nigdy nie zrozumieją. Jednak w tekście tym chciałbym podzielić się właśnie z tymi osobami tym wszystkim, co w piłce jest fascynujące. Nie piękne, bo na pewno piłka nie jest tylko piękna. Często jest okrutna, niesprawiedliwa, nudna, skorumpowana… Ale to wszystko składa się na całość, która zawładnęła milionami osób na świecie i jeżeli tekstem tym uda mi się chociaż kilka osób „nawrócić”, przekonać kilka kobiet, że piłka to dla nas nie tylko wykręt, żeby nie iść na obiad do teściowej, a kilku facetów, że nawet nie przepadając za tym sportem warto jednak od czasu do czasu obejrzeć z kumplami jakiś mecz, to swój dług wobec piłki uznam za spłacony.
A więc: za co kocham piłkę nożną?
„Nie można logicznie udowodnić, że coś jest piękne, trzeba to po prostu odczuć” Antoni Kępiński
Oczywistym jest, że nie każdy piłkarz gra pięknie i nie każdy mecz jest piękny, ale właściwie w każdym da się znaleźć coś, co właśnie tym mianem można określić. Czy będzie to postawa jednego zawodnika, czy może jedna akcja czy jeden strzał – zawsze znajdzie się coś pięknego, chociaż jeden moment, dla którego siedzenie 90 minut przed telewizorem nie było czasem straconym. Może być to radość piłkarzy po strzeleniu bramki, powrót zawodnika po ciężkiej kontuzji, postawa fair play gracza lub całej drużyny… Ale przede wszystkim są to niezwykłe umiejętności piłkarzy obecnych na boisku, zagrania często jakby wzięte z innego świata, po których ręce same składają się do oklasków:
„Chodzi o to żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika” Kazimierz Górski
Ten punkt jest niejako rozwinięciem powyższego – bo w końcu to gole są esencją piłki nożnej, to one są najważniejsze i zarazem najpiękniejsze. To one wzbudzają największe emocje i to głównie dla nich ogląda się mecze.
Co ciekawe, warto śledzić mecze, by móc zobaczyć zarówno takie bramki:
… jak i takie próby ich zdobycia:
Ale największym pięknem piłki nożnej jest sytuacja, kiedy wszystkie składowe – sztuczki, bramki, bramkarskie parady i cudowne akcje występują jednocześnie. Mamy wtedy do czynienia z prawdziwą piłkarską ucztą, z wspaniałymi…
„Przed własną publicznością padliny grać nie można. Musimy przez dziewięćdziesiąt minut być <desperados>” Franciszek Smuda
Jak już pisałem, w zasadzie w każdym meczu znajdziemy coś wartego oglądania. Jednak zdarzają się mecze, które takimi elementami są wypełnione po samiutkie brzegi, jak warszawskie metro o 7 rano. Mecze te, na równi z tymi o dramatycznych końcówkach, pamięta się najdłużej, przy okazji tematów o piłce najczęściej się je wspomina i najchętniej po raz kolejny, gdy nadarzy się ku temu okazja, ogląda. Dla wszystkich, którzy piłką się nie interesują, idealnie byłoby, gdyby taki spektakl był ich pierwszym obejrzanym meczem – zauroczenie gwarantowane. Jeżeli jednak się nie uda, to cóż – pozostaje oglądać więcej, aż się jakiś trafi ;)
Co ciekawe, w kwietniu br. w ciągu tygodnia mieliśmy dwa mecze, pełne bramek, akcji, emocji. Śmiało można je nazwać piłkarskimi ucztami. Oba spotkania zakończyły się wynikiem 4:4, oba rozegrane zostały przez angielskie drużyny i, co ciekawe, w obu uczestniczył Liverpool. Pierwszy mecz miał miejsce 14 kwietnia, stawką był awans do półfinału Ligi Mistrzów, a wyglądało to tak:
Drugi mecz miał miejsce tydzień później, 21 kwietnia, a rozegrany został w ramach ligi angielskiej. Bohaterami meczu zostali Andrey Arshavin, strzelec wszystkich bramek dla Arsenalu, oraz Łukasz Fabiański, bramkarz londyńczyków, który co prawda puścił 4 gole, ale uchronił swój zespół od straty jeszcze kilku.
Warto wspomnieć jeszcze o finale Ligi Mistrzów z 2005 roku. Niezapomniane widowisko stworzyli wtedy piłkarze Milanu i… Liverpoolu oczywiście (wynika z tego, że mecze tej drużyny warto oglądać, jeśli szukamy niezapomnianych przeżyć, mają oni jakiś patent na to). Anglicy byli już na kolanach, ale powstali jak feniks z popiołów w najdramatyczniejszym meczu jaki kiedykolwiek widziałem. Do tej pory mam ciary, kiedy oglądam powtórki. Niezwykłe widowisko w najważniejszym meczu, jaki może być dla europejskich drużyn klubowych, a swój udział w nim miał nasz Jerzy Dudek. I to udział nie byle jaki, bo właśnie wtedy powstało określenie “Dudek Dance”, a nasz rodak chociaż przez moment był na ustach całej piłkarskiej Europy. Takiego comebacku nie spodziewali się chyba nawet najzagorzalsi fani Liverpoolu:
„Nasza reprezentacja gra bosko – Bóg jeden wie jak zagra.” Jan Tomaszewski
„Dopóki piłka w grze, wszystko może się zdarzyć”, „gramy do ostatniego gwizdka sędziego”, „mecz trwa 90 minut” – te i inne frazesy ciągle można usłyszeć przy okazji piłkarskich meczy. Najpiękniejsze jest w nich to, że są one cholernie prawdziwe i mimo, iż proste i oczywiste, to zarówno zawodnicy, jak i kibice często o nich zapominają. Ale to właśnie nieprzewidywalność piłki jest dla mnie jej największą zaletą i nawet, kiedy jedna drużyna jest wyraźnie lepsza przez cały mecz i kiedy wydaje nam się w 89 minucie, że mecz jest już rozstrzygnięty… No cóż, nieraz źle nam się wydaje.
Przekonał się o tym Bayern Monachium w pojedynku z Manchesterem United w 1999 roku. Lekcja tym bardziej była bolesna ze względu na fakt, iż mecz ten był finałem Ligi Mistrzów. Auć…
Innym przykładem niech będzie mecz Chelsea – Barcelona, który miał miejsce 6 maja br. Miejsce: Londyn. Stawka: awans do finału LM. Wprowadzenie: pierwszy mecz w Barcelonie zakończył się bezbramkowym remisem. W rewanżu każdy bramkowy remis lub zwycięstwo Barcelony dawały jej awans. Ale mecz nie zaczął się dla Katalończyków dobrze:
Cudowny gol, po którym Chelsea dalej atakowała i rządziła na boisku. Barcelona pierwszy celny strzał na bramkę Petera Cecha oddała w już doliczonym czasie gry, grając w dziesiątkę po niesłusznie pokazanej czerwonej kartce. Ale to wystarczyło:
„I can’t believe it. I can’t believe it. Football. Bloody hell” Alex Ferguson
No cóż, już wyżej można zauważyć, że emocje towarzyszące meczom piłkarskim są naprawdę duże. Trenerzy, piłkarze, kibice – dla nich te 90 minut to wojna. Ale wojna w pozytywnym tego słowa znaczeniu – wojna w której jest miejsce na fair play, taktykę, walkę do upadłego o jak najbardziej korzystny wynik, a nie na rasizm, układy, krew i ofiary. Chociaż może inaczej: rasizm, symulanctwo, chamskie faule – to wszystko w piłce jest, niestety. Ale będąc emocjonalnie związanym z jedną z dwóch grających drużyn negatywne cechy piłki odchodzą w zapomnienie wyparte przez całą resztę – pozytywną, fascynującą stronę piłki. Liczą się gra, bramki, wynik. Reszta dopiero po meczu.
Dla obserwatorów meczu, nie kibiców a właśnie obserwatorów, tego typu zdarzenia jak w punkcie wyżej nie muszą się doczekać jakiejś emocjonalnej reakcji. Ktoś tam strzelił, ktoś wygrał, inny przegrał – co z tego? Ale po pierwsze: ja jako kibic Manchesteru i Barcelony oba te mecze pamiętam do dziś i pewnie nigdy ich nie zapomnę, oba oglądałem w domu i w obu przypadkach w ostatnich minutach obu spotkań postawiłem cały blok na baczność swoimi „cieszynkami”. Oba już po zakończeniu przeżywałem, analizowałem i rozgrywałem w głowie jeszcze długi, dłuuugi czas. A jestem tylko ich kibicem „na odległość”, w Anglii i Hiszpanii dopiero musiało się dziać szaleństwo. Pewnie to samo, co u nas po meczu z Portugalią, którego Polscy kibice nie zapomną zapewne nigdy:
Jeżeli takie emocje targają komentatorem na wizji, to co dopiero przeżywają kibice w domach, pubach lub na stadionie.
Po drugie: Spróbujcie obejrzeć mecz wspólnie z właśnie takimi pasjonatami jak ja. Gwarantuję, że jest to zaraźliwe, kiedy ogląda się mecz z kimś, kto autentycznie wszystkie wydarzenia na boisku przeżywa, kto podczas trwania spotkania przytacza różne historyjki, ciekawostki… Piłka nabiera wtedy zupełnie nowych barw.
“Moja żona powiedziała, że jeśli nie przejdzie mi ta obsesja na punkcie Manchesteru United, to mnie opuści. Naprawdę będzie mi jej brakowało”
Nie jest chyba wielką tajemnicą, że oglądając mecze, faceci często fantazjują, że to oni są na boisku, zdobywają bramki i wygrywają mecze. Mężczyźni potrafią tak silnie przeżywać wydarzenia na boisku, jakby sami grali. Potrafią zapamiętywać wyniki spotkać i szczegółowo opisywać gole sprzed lat, a jednocześnie nie pamiętają, kiedy jego siostrzeńcy mają urodziny lub kiedy przypada Dzień Matki.
Mężczyzna potrafi robić tylko jedną rzecz jednocześnie, jest to biologicznie uwarunkowane i nie ma co się kłócić i z tym walczyć. I teraz biorąc do kupy to, co do tej pory zostało napisane i łącząc to z męską biologią (1. Potrzeba rywalizacji; 2. Skupianie się na jednej rzeczy na raz) mamy obraz tego, dlaczego podczas meczu faceci są niedostępni i obojętni wobec świata zewnętrznego. 90 minut meczu daje nam 90 minut oderwania od codziennych obowiązków, męczącej rodziny, kłopotów w pracy i innych mniej lub bardziej znaczących pierdół. Jedni czytają książki, inni słuchają muzyki, jeszcze inni medytują, natomiast kibice oglądają mecze.
Fascynującą dla mnie cechą piłki jest również to, jak bardzo potrafi ona zbliżyć do siebie zupełnie obcych ludzi. Normalnie siedząc w pubie i popijając piwko, ostatnią rzeczą o jakiej myślimy jest nawiązanie rozmowy z nieznajomą osobą (pomijam oczywiście sytuację, kiedy tą osobą jest gorąca blondyna, a my wesołym singlem ;) Oglądając jednak mecz, rozmowy z innymi wychodzą jakoś same z siebie. Wspólne przeżywanie tego, co na boisku, dzielenie tych emocji z innymi wokół nas sprawiają, że nagle w przerwie meczu, idąc po kolejne piwo, zauważamy, że z połową osób jesteśmy już na ty, a atmosfera w pubie jest taka, jakby wszyscy byli zorganizowaną grupą na mecz, a nie jeszcze godzinę temu nieznajomymi. Piłka jest w stanie sprawić, że dwóch nieznajomych po paru minutach gada ze sobą, jakby byli kumplami od lat i nawet jeśli tylko na 90 minut, to i tak jest to bardzo fajna sprawa.
„Lot of football success is in the mind. You must believe, you’re the best and then make sure that you are” Bill Shankly
Piłka nożna jest sportem tak dostępnym dla wszystkich, że naprawdę ciężko o warunki, w których faktycznie grać się nie da. Potrzeba tylko piłki, a i to nie jest warunkiem koniecznym, bo rolę piłki do nogi z powodzeniem pełnić może jakakolwiek inna (np. tenisowa, kauczukowa), jakikolwiek okrągły przedmiot (byle nie za ciężki) lub nawet balon czy puszka. Rolę bramek tworzyć mogą jakiekolwiek przedmioty położone na ziemi, kijki w nią wbite, punkty zaznaczone na ścianach… Grało się w różnych dziwnych warunkach nie raz i nie dwa, ale za każdym razem grało się równie przyjemnie. Oczywiście potrzebujemy jeszcze zawodników, ale i tu we dwójkę spokojnie już można sobie poradzić, więc kłopotów z zebraniem paczki do grania nigdy być nie powinno.
I właśnie ta dostępność piłki jako dyscypliny sportu do uprawiania wpływa na drugą rzecz, o której trzeba wspomnieć: odnosić sukcesy, być gwiazdą światowego formatu, grać na najpiękniejszych, największych stadionach świata, mogą zarówno biedni i bogaci, biali i czarni, wysocy i niscy – dla każdego jest miejsce na boisku i to nie tylko podwórkowym, ale i Wembley czy Camp Nou. Wiele dyscyplin sportowych wymaga dużych nakładów finansowych, by móc coś osiągnąć, inne wymagają odpowiednich warunków fizycznych, bez których sukces w nich jest niemożliwy. Piłka wymaga tylko samozaparcia w treningach, chęci bycia najlepszym, ciągłego samodoskonalenia. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest przede wszystkim dyscypliną, w której podejście mentalne ma kluczowe znaczenie. I to właśnie jest wspaniałe.
„A football team is like a piano. You need eight men to carry it and three who can play the damn thing” Bill Shankly
Kibice kochają piłkarskie gwiazdy i niekoniecznie muszą to być zawodnicy najlepsi. Ci oczywiście wzbudzają największe emocje i są najbardziej znani we wszystkich zakątkach świata, jednak bardziej lokalnie może się okazać, że najbardziej lubiani wcale nie są najlepsi. Mogą to być zawodnicy grający całą lub większość kariery w jednym klubie, jak Raul, Paolo Maldini czy Alessandro Del Piero, a na naszym podwórku np. Jacek Zieliński. Ich przywiązanie do barw klubowych wzbudza podziw i szacunek nie tylko u kibiców ich klubów. Mogą to być też zawodnicy o niezwykłym charakterze, którzy na boisku zostawiają całe serce walcząc od pierwszej do ostatniej minuty i zachęcając do tego samego resztę drużyny. To właśnie tacy zawodnicy są najcenniejsi dla trenerów i kibiców. Zaliczylibyśmy do nich Roberto Carlosa, Roya Keane’a, Gennaro Gattuso. Mogą to być zawodnicy o trudnym charakterze, których się albo kocha albo nienawidzi. Takie emocje zawsze wzbudzali Eric Cantona, Diego Maradona, Paul Gascoigne, Artur Boruc. Mogą to być zawodnicy perfekcyjni w jednym elemencie piłkarskiej sztuki, np. uwielbianymi za swoje rzuty wolne są David Beckham, Juninho Pernambucano, Ronaldinho. Wiele jest kryteriów, którymi możemy kierować się w wyborze naszych ulubionych graczy, ale jak w życiu, w każdym możemy znaleźć coś wartego poznania, każdy może zachwycić nas czymś innym.
Ja osobiście uwielbiam Boruca za jego silny charakter, Beckhama za to, że kocha grać w piłkę, Błaszczykowskiego za to, że swoją grą sławi Polskę za granicą, Messiego za bycie piłkarzem doskonałym, Cristiano Ronaldo za fantazję, Iniestę za skromność, Arboledę za zaangażowanie i ambicję…To tylko kilku z wielu zawodników których lubię, cenię, szanuję i jestem gotowy obejrzeć każdy mecz, gdy tylko chociaż jeden z nich jest na boisku. To jak z ulubionymi aktorami, dla których oglądamy filmy, których normalnie pewnie byśmy nie obejrzeli, albo jak seriale, których co tydzień (a nawet częściej) mamy kolejne odcinki, śledzimy losy swoich pupili, przeżywamy ich wzloty i upadki.
“Gdyby istnieli tylko mistrzowie tacy jak on, futbol nie byłby grą. Byłby widowiskiem artystycznym.” Sepp Herberger o Franzu Beckenbauerze
Właśnie tak, reklamy! Trzeba przyznać, że koncerny Pepsi oraz Nike, które podpisały konrakty reklamowe z największymi gwiazdami, potrafią zrobić z ich wizerunku należyty użytek. Niektóre reklamy są po prostu N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-E-! O ile Pepsi robi reklamy raczej w oparciu o humor, to Nike stawia na widowiskowość. Chciałoby się, żeby ich reklamy miały po 10-15 minut, spokojnie na tych pomysłach i wykonaniu można by stworzyć coś na kształ miniserialu, w którym główne role odgrywaliby właśnie światowej klasy piłkarze. A już sposób reżyserii ostatniej pokazanej przeze mnie reklamy to genialny wręcz pomysł na cały film, który, jestem przekonany, że z wielką chęcią obejrzeliby chyba wszysycy fani piłki nożnej. Może kiedyś… Ale zresztą, popatrzcie sami:
Nie wiem czy kogoś tym tekstem przekonałem, mam jednak nadzieję, że udało mi się przekazać myśl przewodnią, która brzmi: warto dać piłce nożnej szansę! Nie jest to zwykła kopanina, w której dwudziestu dwóch chłopa próbuje wepchnąć piłkę do bramki przy wtórującym im, najwyraźniej szalonym, kibicom, którym – nie wiadomo dlaczego – ta koncepcja się podoba. Jest to wspaniały sport, którego mecze przypominają teatralne spektakle – siadamy na widowni z ludźmi, z którymi już wiemy, że łączy nas chociaż jedno: właśnie ten odgrywający się przed naszymi oczami spektakl, i przez 90 minut oglądamy zmagania dwóch drużyn, 22 aktorów, którzy co prawda nie musieli uczyć się słów, jednak musieli zapamiętać ruchy. I w przeciwieństwie do aktorów, którzy jedno, to samo przedstawienie, wystawiają wiele razy, piłkarze przy każdym kolejnym meczu zmuszeni są zapamiętać kolejne i kolejne układy, dodatkowo dostosowując je do sytuacji na scenie. Ci najlepsi dostają od swoich reżyserów-trenerów wolną rękę w czasie przedstawienia, mogą wtedy improwizować jak tylko zapragną, a wtedy mamy do czynienia już nie ze zwykłym spektaklem, a magicznym show. Teatrem Marzeń.