Posted by: BC on: październik 26, 2008
Jestem świeżo po meczu Legii z Wisłą Kraków, który już przed spotkaniem został uznany jako mecz rundy, polski klasyk, spotkanie dwóch bezsprzecznie najlepszych drużyn ostatnich lat – w końcu w ciągu ostatnich 9 sezonów tylko raz mistrzem nie była jedna z tych dwóch drużyn. W tym sezonie po raz kolejny Legia i Wisła to ścisła czołówka ligi, dołączyły jednak do nich jeszcze Lech oraz Polonia, zatem walka o mistrzostwo może być bardziej wyrównana, a przez to zdecydowanie ciekawsza.
Czy szumne zapowiedzi tego spotkania miały sens? Ostatnio dużo emocji było przed meczem Lecha z Legią, jednak po meczu było juz zdecydowanie ciszej – brak goli, akcji, ogólnie dobrej gry, można powiedzieć ogólny zawód – nie tego spodziewano się po obu drużynach. Tym razem jednak wszyscy dostaliśmy to, co dostać chcieliśmy. Mecz był naprawdę dobry! Nie, był fantastyczny! Zdaję sobie sprawę z tego, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak samo jak ten jeden mecz nie może być uogólnieniem poziomu naszej ligi, szczególnie, że były to jej dwie najlepsze drużyny, jednak naprawdę można było czerpać dużą przyjemność z oglądania tego spektaklu.
Było tu wszystko, czego na polskich boiskach, a nawet często w polskiej reprezentacji próżno szukać – walka na całej długości i szerokości boiska przez pełne 90 minut, piłkarze zamiast poruszać się jak w letargu dzisiaj biegali – i to biegali dużo i szybko. Mogliśmy oglądać szybkie wymiany piłek, grę z klepki, piękne, prostopadłe podania, niesamowite interwencje bramkarskie, mieliśmy dramaturgię – Wisła strzeliła jako pierwsza bramkę, cieszyła się jednak z prowadzenia raptem 5 minut, potem straciła kolejnego gola, a Legia tylko wspaniałym interwencjom Muchy zawdzięcza dowiezienie tego korzystnego wyniku do końca spotkania. Brawo dla wszytskich zawodników obu drużyn, oby takich meczy w naszej lidze było jak najwięcej!
Paweł Brożek udowodnił, że jest graczem dużego formatu – mimo, iż przez cały mecz był szczelnie pilnowany przez dwóch obrońców Legii, wykorzystał jeden jedyny ich błąd i strzelił kolejną bramkę w tym sezonie.
Maciej Iwański wszedł już w moim odczuciu na “international level”, razem z Rogerem odwalają kawał dobrej roboty w środku pola. I te prostopadłe podania, mniam…
Jak zawsze bezbłędny, niesamowity Choto wspierany przez solidnego Astiza – ta para obrońców to zdecydowanie najlepsza defensywa w naszej lidze. Poziomem mogą im dorównać chyba tylko Arboleda i Cleber.
Bartłomiej Grzelak rozegrał chyba dzisiaj najlepszy mecz w barwach Legii, nie widziałem go jeszcze tak efektownego, ale przede wszystkim efektywnego. Co prawda nie raz się pogubił, chyba za bardzo wierząc w swoje możliwości, ale jednak dzisiaj przeszedł samego siebie. Poza tym jakby nie grał, strzelił pierwszą bramkę, asystował przy drugiej – to go rogrzesza z wszelkich błędów.
No i na koniec bramkarze – Mariusz “mistrz baboli” Pawełek co prawda trochę zawalił pierwszą bramkę, jednak ogólnie jak na siebie rozegrał dobry mecz. Popisał się nawet niesamowitą interwencją, którą komentujący w studio Maciej Szczęsny ogłosił interwencją roku i to nie tylko na polskich boiskach. Nie wiedział jednak wtedy, że Jan Mucha jeszcze w tym samym meczu przebije wyczyn rywala. To co Mucha zrobił w drugiej połowie meczu, kiedy w sposób wręcz nieprawdopodobny obronił strzał głową Niedzielana, po czym wyłapał dobitkę – to była interwencja roku!!! W ostatnich minutach jeszcze kilka razy ratował Legię przed stratą bramki, m. in. broniąc w sytuacji sam na sam z Pawłem Brożkiem, kiedy musnął piłkę, dzięki czemu ta odbiła się od słupka i poleciała wzdłuż linii bramkowej. Prawdziwy bohater tego meczu i kolejny dowód, że nie tylko Polska, ale i Legia od dawien dawna bramkarzami stoi!