Dla Bystrzaków

OD NIEBA DO PIEKŁA, CZYLI CIĘŻKIE JEST ŻYCIE KIBICA

Posted by: BC on: październik 15, 2008

O sobotnim meczu z Czechami nie ma co pisać, wszystko już zostało przez te kilka dni powiedziane. Był to najlepszy mecz Polaków od 2 lat, od pamiętnego spotkania z Portugalią. Gra naszej drużyny znowu wyglądała tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, strzeliliśmy dwie piękne bramki, wygraliśmy z jedną z lepszych ekip w Europie. Nastroje wspaniałe.

Dzisiaj przyszedł czas na Słowaków. Wiadomo, że musiał to być inny mecz, z gorszą drużyną, tak więc to oni musieli liczyć na kontrataki, a nie my. A jak Polakom wychodzi atak pozycyjny, każdy kibic chyba wie. Poza tym mecz na wyjeździe, ktoś tam coś tam przebąkiwał o “problemie drugiego meczu”, czyli po meczu lepszym, kilka dni później przychodzi mecz gorszy. Wszystko to miało sens, teoretycznie mógł to być mecz trudniejszy niż ten z Czechami. To, co się jednak stało, przeszło chyba nasze najgorsze przypuszczenia.

Gra Polaków wyglądała po prostu żenująco. Ok, Słowacy się bronili, boisko było przesiąknięte wodą, ale nic nie usprawiedliwia tragicznej gry naszej drużyny. Same niecelne podania, absolutny brak ruchu naszych grajków, Słowacy biegali non stop po boisku, po którym nasi ociężale, ospale próbowali się przemieszczać. Zero pomysłu na przeprowadzenie jakiejś składnej akcji, zero walki, zaangażowania, momentami nawet brak jakiegokolwiek zrozumienia, jakby grali ze sobą po raz pierwszy.

I kiedy wydawało się, że mimo wszystko uda nam się wywieźć trzy punkty i zostać do przyszłego roku liderem grupy, wszystko się spieprzyło. Punktem zwrotnym było… wejście Krzynówka. Nie lubię typa i na pewno znajdę jakiś sensowny powód, dlaczego to właśnie przez niego przegraliśmy, faktem jednak jest, że gdy Jacek stał przy linii bocznej gotowy do wejścia na boisko, mój ojciec powiedział: “no, nareszcie!”. Ja na to: “no to właśnie przegraliśmy”. Hmmm, może to w sumie ja zawiniłem a nie Krzynio? Nieważne, przegraliśmy wygrany mecz, nie zasługiwaliśmy na to zwycięstwo, ale też nie zasługiwaliśmy na porażkę. Jeszcze do tego najbardziej chyba boli mnie fakt, że pierwsza bramka to wina Boruca, którego cenię ponad wszystkich innych bramkarzy na świecie, a tym razem i jemu się przytrafił taki babol. Szkoda, że tak fatalny w skutkach.

DNO, ŻENADA, ŻAL.PL, TRAGEDIA, ROZPACZ, POMYŁKA, DRAMAT.

1 odpowiedź do "OD NIEBA DO PIEKŁA, CZYLI CIĘŻKIE JEST ŻYCIE KIBICA"

Zobaczyć taką przegraną rzadko się zdarza. Mecz wejdzie do panteonu obok finału LM w 1999, meczu Legia – Widzew. Chociaż brak mu dużo do niedoścignionego wzorca finału LM Milan – Liverpool:)

Dodaj komentarz


  • MAAAR: Jak można zapamiętać tyle szczegółów z meczu trwającego ponad 90 minut? Gratuluję,!
  • em: "zamiast uzyskac takie wnioski,ze warto byc kulturalnym, nie warto myslec,ze jest sie wyjatkowym klientem z wyjatkowym poczuciem humoru, warto szybko
  • em: prawda jest taka,ze ludzie i ogolnie polski narod to bydlo. wychodza z zalozenia "place, zadam, wymagam". nie maja poszanowania dla pracownikow. sam n

Kategorie