Dla Bystrzaków

MÓJ PIERWSZY RAZ… NA ŻYWO… W POKERA

Posted by: BC on: październik 12, 2008

Wygrzebałem ostatnio na dysku relację, którą napisałem po pierwszej na żywo grze w pokera razem ze znajomymi. Miałem niezły ubaw czytając ją, przypomniało mi się jak wszystko na początku nam nieporadnie szło, przypomniały mi się wszystkie dziwne, śmieszne, fishowate zagrania, więc pomyślałem, że w sumie warto tu wrzucić. Od tamtej pory trochę się zmieniło, moja gra, mimo że nadal pewnie słaba, jest już jednak na zdecydowanie wyższym poziomie, sama wiedza na temat pokera też poszła w górę, przez co sporo tu pokerowego żargonu. Mam jednak nadzieję, że dla niegrających w pokera, będzie to w miarę zrozumiałe, na wszelki wypadek na końcu zamieszczam krótki słowniczek zawartych w tekście pojęć ;)

Przygodę z pokerem zacząłem niedawno. Najpierw jakieś freerolle, potem próby gry na najniższych stawkach stoliki cashowe oraz turnieje sit & go w sieci. Sukcesy niewielkie, by nie powiedzieć żadne, ale może z czasem zaczną się jakieś pojawiać. W końcu przyszedł czas na grę live. Ale nie, nie w Hiltonie czy chociaż Barze Alternatywnym, poziom mojej gry sprawiłby tylko szybkie oddanie moich pieniędzy innym graczom, zanim wygodnie bym się rozsiadł przy stoliku. Tak więc jako pierwsze doświadczenie z gry prawdziwymi żetonami, a nie jakimiś cyferkami i paroma pikselami, postanowiłem zdobyć w grze z moimi dwoma kumplami. We trójkę zasiedliśmy przy stoliku, wyjęliśmy z walizki żetony, wpłaciliśmy wpisowe po 5 zł i rozpoczęliśmy grę. Jak widzicie stawki były poważne, zwycięzca brał wszystko, więc było o co grać:)

Po pierwszym rozdaniu już wiedziałem, że to był dobry pomysł. Gdybym od razu poszedł do kasyna, to już bym chyba tam nie wrócił. Stawka 5 zł, gram z graczami na moim poziomie, dobrymi kumplami, a w momencie kiedy trzeba było wrzucać żetony do puli, łapa z nerwów trzęsła mi się jakbym był na jakimś głodzie. Gdyby tylko chodziło o sytuacje kiedy blefowałem czy miałem nutsa i chciałem ich wciągnąć do gry, to jeszcze jakoś bym przebolał, kwestia wprawy, przyzwyczajenia itd. Ale nawet wrzucanie blindów odbywało się za pomocą telepiącej ręki. Co ciekawe, po pierwszym „turnieju”, który zresztą wygrałem, nerwy ustąpiły, a moja gra… zdecydowanie się pogorszyła. W takim wypadku to już chyba wolę się trząść.

Gra wyglądała dosyć ciekawie, bo każdy z nas prezentuje inny styl gry (jeżeli można w naszym wypadku używać sformułowania „styl”). Ja gram coś na kształt tight-aggresive, Alan tight-passive, Maciek… Maciek nie wiem co gra, ale bardzo mi to nie pasuje :) I jeszcze to jego szczęście… Ale po kolei. Pierwszy turniej, moja wygrana, żadnych ciekawszych rozdań nie było. O całym turnieju przesądził mój kolor na flopie, kiedy miałem 42s na ręku, na flopie pojawiły się AK8 w kierach dając mi kolor. Chłopaki mieli po asie czy królu więc trochę dołożyli, jednak po turnie moje podbicie za 2k (5k początkowy stack) już nie zostało opłacone, jednak spora pula powędrowała w moją stronę dając komfort gry do końca. W heads up już w bodajże drugim rozdaniu po moim podbiciu Alan wszedł allin, ja go sprawdziłem i wygrałem.

Drugi turniej to znowu wyeliminowanie gospodarza Maćka, hu z Alanem. Tym razem jednak zawiodłem się (i to aż dwa razy) na mojej jednej z ulubionych rąk, czyli pięknej Annie Kurnikowej. Alan mówi, że jeszcze tym nie wygrał i jest gotowy foldować ją na równi z 72, ja jednak mam większe szczęście do niej. Ale nie tym razem, co jeszcze z tak nastawionym przeciwnikiem dało mu powód do wyśmiewania mnie i mojej kochanej AK, a mnie zaczęło wprowadzać w tilt, który powiększał się i powiększał z następnymi niefortunnymi rozdaniami. Na początku HU Alan miał swój początkowy stack, ja byłem w posiadaniu swojego i Maćka, pierwsze sprawdzenie allina z AK odwróciło sytuację, drugie zakończyło turniej wygraną Alana.

Trzeci turniej i tym razem odpadam pierwszy. Od początku dostawałem nienajlepsze karty, co trzecie rozdanie, czyli za każdym razem jak byłem na bb prosiłem, tłumaczyłem, wymuszałem, żeby w końcu sfoldowali preflop i chociaż raz dali mi zatrzymać dużego blinda dla siebie i dostać małego w prezencie J Ale gdzie tam, ciągłe podbicia preflop po 500 czy 1000, w czym szczególnie wyróżniał się Maciek będący właśnie przede mną i którego przejrzeć było nie sposób, bo zakres rąk z którymi może podbić był w zasadzie nieograniczony. Pierwszy moment to moje ostre podbicia z AJ na ręku, na flopie dwa kiery, które co prawda nic mi nie dawały, ale moi przeciwnicy wiedzieli, że ostro gram jak mam dobry draw do koloru bądź strita, więc moje mocne podbicie po flopie wzbudziło w nich podejrzenie, że dobieram do koloru. Na turnie, na którym nie pojawił się kier, tylko czekałem. Pula była już duża, na riverze pojawił się upragniony kier, który miał mi pozwolić zgarnąć pulę blefem. Maciek czekał, ja mogłem zagrać za mniej niż połowę swojego stacka, żeby postawić go przed allinem. W tym momencie zadzwonił mi telefon, całkowicie wybijając mnie z gry, w wyniku czego zamiast zagrać za ten 1000 i zgarnąć pulę, bo jestem raczej przekonany, że nie zostałbym sprawdzony, ja zaczekałem doprowadzając do showdownu, w którym przegrałem z jakąś słabą parą, a poziom stiltowania zrobił się jeszcze większy.

Ale to nic w porównaniu z tym co stało się potem. Moja kolej na bb i stało się coś niesamowitego. Alan na dealerze sfoldował, przychodzi pora na Maćka, który pierwszy raz odkąd gramy też zrzuca karty dając mi zebrać blindy. W tym momencie popełniłem największy błąd. Ponieważ nie spojrzałem jeszcze w karty, bo popijałem piwko i spokojnie czekałem na rozwój sytuacji, sprawdziłem co za karty miałem w tej historycznej chwili. Podniosłem je i zobaczyłem asa, a obok niego… drugiego asa! Tego już za wiele – najpierw rzuciłem nimi w moich kumpli (chociaż po takiej akcji chyba już nie będę ich tak nazywał), potem rzuciłem klątwę na nich i ich rodziny kilka pokoleń w przód i poszedłem po następne piwo. Poziom tiltu osiągnął stan maksymalny.

Z turnieju odpadłem mając na ręku AT, na flopie A47 zagrałem allin i zostałem sprawdzony przez potężną rękę Maćka w postaci… J4. Niestety mój śmiech został szybko przerwany i zastąpiony śmiechem Maćka, kiedy na turnie spadł J, a ja utopiłem kolejną pięciozłotówkę. Maciek zaczynał HU z dużą przewagą, ciągle podbijał preflop, z czym Alan jako gracz selektywnie pasywny nie dawał rady. W końcu na podbicie Alan odpowiedział allinem i po chwili namysłu został sprawdzony. Showdown, Alan pokazał A3, Maciek 92. Już na flopie spadł as, dając Alanowi powód do rozmyślań na co wydać kolejne 10 zł, które od nas wyciągnął, nawet dwójka na turnie nie zepsuła mu humoru. Zrobiła to dopiero 9 na riverze. Tym samym po paru godzinach gry każdy z nas miał nadal tyle samo pieniędzy co na wejściu (nie żeby któryś z nas miał nadzieję na wielkie wzbogacenie się, jednak chociaż te parę złotych sprawiłoby jakąś satysfakcję, a tak…).

W takim wypadku trzeba było zagrać ostatni turniej. Tu standard, ja stiltowany i nie mogący w żaden sposób odnaleźć się w tym wszystkim, oddaję po trochu swoje żetony. W pewnym momencie osiągnąłem stan 200 żetonów, z których udało mi się w kilka rozdań zrobić 2600, najpierw trafiając seta czwórek na flopie, potem strita, kolor z T2s na ręku, następnie JJ na A7 Maćka. Jednak potem było już gorzej, blindy zjadły mi połowę stacka. Mając już tylko 1300 żetonów, z czego 300 powędrowało na bb dostałem A8s. Maciek wszedł allin, a ja mając nadzieję, że to jego kolejny dziwny raise sprawdziłem za pozostały 1000. Niestety Maciek pokazuje QQ, i co prawda dostałem pika na flopie i następnego na turnie, jednak river już nie pomógł ani asem ani kolejnym pikiem i znowu odpadłem pierwszy. Tym razem przynajmniej z satysfakcją, że napsułem im krwi, nie chcąc odpaść przez dłuższy czas, mimo, iż miałem stack ledwo starczający na big blinda :)

Z heads up’a zwycięsko wyszedł Maciek, będący gospodarzem naszych rozgrywek – jak się okazało, mało gościnnym ;P Najważniejsza była jednak doskonała zabawa przy grze, a tej mieliśmy co niemiara. Teraz musimy zebrać więcej osób, by chociaż 6 osób siedziało przy stole, wtedy sama gra, jak i towarzyszące jej emocje, powinny być jeszcze większe.

Obiecany słowniczek:

  1. Blind – kwota, którą wpłacają dwaj gracze siedzący po lewej stronie od rozdającego. Robią to zanim zostaną rozdane karty.
  2. Draw – sytuacja, w której dobieramy do układu, np. strita lub koloru.
  3. Fish – bardzo słaby gracz
  4. Flop – trzy karty wspólne dla wszystkich, kładzione na środku stołu
  5. Heads-up – cała rozgrywka, lub tylko rozdanie, w którym uczestniczy tylko dwóch graczy
  6. Nuts – najlepszy możliwy układ w danej sytuacji
  7. River – ostatnia wspólna karta
  8. Stack – żetony, które ma gracz
  9. Tilt – negatywny stan umysłowy gracza :) Najczęściej spowodowany bolesną i/lub pechową porażką, po której następuje chęć odzyskania swoich żetonów, co najczęściej kończy się szybką ytratą pozostałych
Tagi:

Odpowiedzi: 2 do "MÓJ PIERWSZY RAZ… NA ŻYWO… W POKERA"

jebane 92, do kurwy -_-

Dodaj komentarz


  • MAAAR: Jak można zapamiętać tyle szczegółów z meczu trwającego ponad 90 minut? Gratuluję,!
  • em: "zamiast uzyskac takie wnioski,ze warto byc kulturalnym, nie warto myslec,ze jest sie wyjatkowym klientem z wyjatkowym poczuciem humoru, warto szybko
  • em: prawda jest taka,ze ludzie i ogolnie polski narod to bydlo. wychodza z zalozenia "place, zadam, wymagam". nie maja poszanowania dla pracownikow. sam n

Kategorie